Archiwum kategorii: Z życia wzięte

Just do it

Pamiętacie swoje ulubione rzucenie pracy? Czytaj dalej

Reklamy

Japończycy lubią bardziej

Byłem kiedyś ze znajomymi w barze z orientalnym jedzeniem, sushi, tempurą, takimi klimatami i rozmawialiśmy sobie o Japończykach. To trochę chyba nie na temat, ponieważ było tam głównie jedzenie chińskie i wietnamskie chyba, ale jak na barbarzyńskich gaijinów przystało, nie rozróżnialiśmy ich między sobą. Czytaj dalej

Fren Banklin

(Artykuł sporządzony na podstawie badań fal mózgowych Frena Banklina oraz przy pomocy znanej telepatki, madame Centek.)

Nazywam się Fren Banklin. Mój pseudonim oddaje to, co lubię robić najbardziej: frenetyczne banowanie; „klin” wziął się stąd, że za pierwszym razem zablokowałem kogoś w rewanżu (chociaż osobiście wolę termin z zakresu dyplomacji: „zastosowałem retorsje”). Potem już nie potrzebowałem tego bodźca. Czytaj dalej

Ironiczny lot tupolewa

Siedziałem sobie w fotelu, popijając kawkę, kiedy dziennikarz porannego programu oznajmił, że prezydencki samolot ma kłopoty z lądowaniem. Było już po godzinie 9. Zaczęliśmy się śmiać przed telewizorem, ponieważ problemy z prezydenckim samolotem powoli stawały się standardem, jeśli chodzi o zagraniczne podróże. Chyba zresztą nie tylko my się byliśmy przyzwyczailiśmy.

Chwilę potem gruchnęła wiadomość: problemy z lądowaniem zamieniły się w rozbicie się samolotu. W pierwszej chwili, zamroczony jeszcze porankiem, uznałem, że pewnie wyjdą z tego cało, tylko poobijani. W ciągu godziny od wypadku wszystko było jednak jasne. Zupełnie się nie spodziewałem czegoś takiego. Czytaj dalej

Nauka poszła w las, ale wróciła

Moja nauczycielka matematyki z liceum zwykła powtarzać różne rzeczy, jak np. „To smutne, że tyle państwa popłynie na maturze na braku komentarzy do działań” (pizda mnie za to oblała, pomimo braku błędów w obliczeniach) albo „Oczywiście, można jechać do Paryża przez Moskwę i nawet zobaczy się dużo po drodze, ale po co?”, natomiast ciekawą kwestię powiedziała tylko i wyłącznie raz. Czytaj dalej

Żeglując po śniegu

Wracałem do domu samochodem i w sąsiedniej wsi nie było poodśnieżane. Ani chodniki, ani drogi, jeśli nie liczyć kolein zrobionych przed mnie podobnych podróżników. Jechałem więc niczym pociąg po wytyczonych szynach, kiedy ujrzałem zaparkowany na mej drodze biały furgon. Przez chwilę poczułem się jak Titanic, który ma zaraz napotkać na swej drodze morderczą górę lodową (zwróćcie uwagę na kolor furgonu!). Nie chcąc powtarzać tamtej tragedii — co mi po samochodzie przełamanym na dwie części — wykonałem manewr omijający. Koła samochodu wyrzucone ze stosunkowo bezpiecznych kolein znalazły się w oceanie śniegu i poczułem, że bardzo śmiesznie mi się kieruje pojazdem, trochę jakbym pływał. Czytaj dalej

Historia jednego buca

Osoby dramatu: Blondynka, Brunetka, Buc, berbeć.

Blondynka spotykała się z Bucem, który w pewnym momencie zaczął się zachowywać, jak buce mają w zwyczaju. Olewał Blondynkę itd. Opowiedziała o wszystkim swojej przyjaciółce, Brunetce. Ta wpadła na pewien pomysł. Czytaj dalej